MUBI – ARTYSTYCZNE KINO Z CAŁEGO ŚWIATA DOSTĘPNE DLA KAŻDEGO

W internecie jest dostępnych wiele serwisów VOD, ale ten, który chciałbym Wam dziś przybliżyć, jest wyjątkowy. Mubi, bo o nim mowa, skupia się na filmach artystycznych, a często również niezależnych i trudno dostępnych. […]

W internecie dostępnych jest wiele serwisów VOD, ale ten, który chciałbym Wam dziś przybliżyć, jest wyjątkowy. Mubi, bo o nim mowa, skupia się na filmach artystycznych, a często również niezależnych i trudno dostępnych. W jego ofercie znajdziemy zarówno dzieła wybitnych i uznanych twórców, jak i mało znane filmy z odległych zakątków świata.

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Mubi.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Mubi, wszelkie prawa zastrzeżone.

O Mubi bardzo pozytywnie wypowiedział się między innymi Paul Thomas Anderson i Barry Jenkins, do tego istnieje sposób na uzyskanie dostępu do niego za darmo (więcej w dalszej części wpisu), a i tak słyszało o nim niewiele osób. Wiadomo – nie jest to produkt dla każdego (jak na przykład Netflix), ale też nawet wśród ludzi związanych z filmem wciąż spotykam osoby, które o tym serwisie nie słyszały. Ten wpis niestety nie jest sponsorowany, ale liczę, że dzięki niemu może pomogę komuś zobaczyć jakiś ambitny film, którego w innych okolicznościach by nie zobaczył. Dodatkowo podzielę się też z Wami linkiem, dzięki któremu otrzymacie miesiąc Mubi za darmo i również darmowy miesiąc podarujecie w ten sposób mojej osobie.

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Mubi.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Mubi, wszelkie prawa zastrzeżone.

Zacznijmy od sprecyzowania czym jest opisywany serwis. Mubi powstał w 2007 roku i od początku miał służyć przede wszystkim miłośnikom kina. Szybko przerodził się z serwisu społecznościowego w abonamentowe VOD. Na tle innych tego typu platform wyróżnia się znacznie pod kilkoma względami:

  • znajdziecie w nim tylko filmy (brak na przykład seriali telewizyjnych), choć część z nich jest krótkometrażowa;
  • Mubi to wyłącznie kino artystyczne, niezależne, międzynarodowe, z dawnych lat i tak dalej – na próżno szukać tutaj najnowszych filmów Michaela Baya czy Rolanda Emmericha;
  • danego dnia dostępnych jest tylko trzydzieści filmów – codziennie pojawia się jeden nowy film, a najstarszy na liście znika z oferty;
  • oprócz powyższego modelu istnieje również w obrębie Mubi „klasyczna” wypożyczalnia filmów, w której można w dowolnej chwili zapłacić jednorazowo za możliwość obejrzenia jednego z kilkudziesięciu dostępnych tytułów;
  • istnieje sposób na cieszenie się z Mubi bez płacenia;
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Mubi.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Mubi, wszelkie prawa zastrzeżone.

W jaki sposób korzystać z Mubi za darmo? Pierwsze 7 dni możecie otrzymać gratis rejestrując się zwyczajnie przez stronę. Korzystając z mojego linku polecającego otrzymacie pełny miesiąc za darmo (link znajdziecie na samym końcu wpisu). Dodatkowo Mubi przy wsparciu Unii Europejskiej prowadzi program dla szkół filmowych. Objęci są nim zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Niestety brakuje informacji o tym, które szkoły i kierunki nauczania są objęte promocją, ale rejestracja wymaga podania tylko imienia, nazwiska, adresu mailowego szkoły i daty, po której ją ukończymy (uczeń), lub pozycji, którą w szkole zajmujemy (nauczyciel). W moim przypadku podałem swój adres mailowy w domenie Uniwersytetu Jagiellońskiego, a jako datę ukończenia szkoły podałem datę, która będzie dla mnie końcem pierwszego stopnia studiów. Wniosek został bardzo szybko zweryfikowany i od jakiegoś czasu korzystam z Mubi całkowicie bezpłatnie (przynajmniej przez jeszcze kilka najbliższych miesięcy). Uważam, że wysłanie prośby o darmowy dostęp jest tak mało zajmujące, że możecie spróbować nawet jeśli Wasza szkoła nie posiada statusu uniwersytetu albo Wasz kierunek nie jest stricte filmoznawczy czy filmowy. Wymagania nie są opublikowane, więc warto dać sobie szansę – może akurat się uda.

Fragment kadru z filmu "5x2" (2004).
Fragment kadru z filmu „5×2” (2004), wszelkie prawa należą do Mars Distribution.

Na koniec dodam jeszcze, że osobiście jestem zadowolony z tego, jak działa Mubi. Selekcja  filmów to rzecz kapitalna – żaden z dostępnych w danej chwili tytułów nie wydaje się być przypadkowy, a zdecydowana większość warta jest uwagi. Serwis posiada minimalistyczną oprawę, dzięki czemu posługiwanie się nim jest bardzo proste. Dostępne są aplikacje na rozmaite platformy, co umożliwia wygodne oglądanie nie tylko za pomocą komputera. W zasadzie jedyną wadą Mubi zdaje się być fakt, że niewiele filmów jest dostępnych z polskimi napisami (z angielskimi za to prawie każdy), z czego pewnie niektórzy mogą być niezadowoleni. Niemniej jednak filmy z polskimi napisami też się zdarzają, więc serwis polecam każdemu. W mojej ocenie to świetne źródło kina niedostępnego lub trudnodostępnego w innych miejscach i warto z Mubi się zaznajomić dokładnie z tego powodu.

Fragment kadru z filmu "Efekt wody" (2016).
Fragment kadru z filmu „Efekt wody” (2016), wszelkie prawa należą do Le Pacte.

Skorzystaj z linku i odbierz miesiąc Mubi za darmo:

https://mubi.com/pl/t/web/global/tzJhtMFQ

10 NIEOCZYWISTYCH FILMÓW GROZY NA HALLOWEEN

Polubienie albo psikus! Oczywiście żartuję, ale dziś jest jeden z moich ulubionych dni w roku – Halloween. Z tej okazji przygotowałem listę 10 nieoczywistych filmów grozy, które idealnie sprawdzą się zarówno na wieczór ze znajomymi, jak i na samotny seans w środku nocy. Aż strach się bać… […]

Polubienie albo psikus! Oczywiście żartuję, ale dziś jest jeden z moich ulubionych dni w roku – Halloween. Z tej okazji przygotowałem listę 10 nieoczywistych filmów grozy, które idealnie sprawdzą się zarówno na wieczór ze znajomymi, jak i na samotny seans w środku nocy. Aż strach się bać…

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Coś” (1982), wszelkie prawa należą do Universal Pictures.

Lista składa się z moich wyborów, a biorąc pod uwagę ilość filmów, która do tej pory powstała, jestem pewien, że mogły się tu znaleźć również inne dzieła, ale wszystkiego w tej dziesiątce zmieścić się nie da. Być może coś umyślnie pominąłem, o czymś zapomniałem, albo preferowalibyście inne pozycje, więc zachęcam do podawania swoich propozycji w komentarzach. Tytuły ułożyłem w „autorskiej” kolejności, więc numeracja niekoniecznie oddaje moją ocenę i przykładowo nie oznacza, że film z drugiej pozycji jest dziełem ważniejszym od tego z siódmej. Innymi słowy – numeracja nie oznacza, że jest to lista „top 10”.

Fragment kadru z filmu "Lament" (2016).
Fragment kadru z filmu „Lament” (2016), wszelkie prawa należą do Twentieth Century Fox Film Corporations.

Listy horrorów z okazji Halloween pojawiają się w sieci co roku, natomiast zdecydowana większość z nich wykorzystuje filmy kultowe i znane przez prawie wszystkich. Moja propozycja jest bardziej oryginalna. Chcę przybliżyć Wam nietypowe filmy grozy. Nietypowe, bo w żadnym z tych tytułów nie znajdziecie więcej niż kilka jump scare’ów (w większości nowych horrorów jest ich od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu). Skupiłem się również na filmach, które zna stosunkowo mało osób (kilkukrotnie mniejsza ilość ocen w internecie, niż w przypadku klasyków gatunku), a jednocześnie starałem się wybrać możliwie najwięcej filmów z ostatnich kilku lat, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma ochotę na starsze pozycje. Jak na ironię listę rozpoczyna właśnie dość stary, ale wciąż mało znany tytuł.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Coś” (1982), wszelkie prawa należą do Universal Pictures.

10 – LUDZIE-KOTY (1942)

Klasyk zwrócony nieco w stronę kina noir i klasy B. Nastrojowy film o żądzach, nieracjonalnym i racjonalnym strachu, a przede wszystkim o kobiecej seksualności. To wszystko jeszcze w czasach II wojny światowej! Zdecydowanie polecam zaznajomić się z tą historią Amerykanina, który poślubia Serbkę obawiającą się, że w intymnych chwilach z mężem zmieni się w potwora.

Fragment kadru z filmu "Ludzie-koty" (1942).
Fragment kadru z filmu „Ludzie-koty” (1942), wszelkie prawa należą do RKO Pictures, źródło: The Movie Database.

9 – ZABAWA W POCHOWANEGO (2019)

Rzecz bardzo świeża, bo jeszcze do złapania w kinach. Fantastyczna Samara Weaving jako panna młoda zmuszona by w swoją noc poślubną zagrać w całkowicie pokręconą grę, w której stawką jest jej życie. W rolach drugoplanowych między innymi Henry Czerny i Andie MacDowell. Całość jest elektryzująca, zabawna i chwilami wywołuje gęsią skórkę. Już teraz mogę w ciemno napisać, że ta pozycja przejdzie do historii komedii grozy. Dodatkowo jest to jeden z rzadkich przypadków, w którym polskie tłumaczenie tytułu filmu jest w zasadzie lepsze od tytułu oryginalnego.

Fragment kadru z filmu "Zabawa w pochowanego" (2019).
Fragment kadru z filmu „Zabawa w pochowanego” (2019), wszelkie prawa należą do Fox Searchlight Pictures, źródło: The Movie Database.

8 – NEON DEMON (2016)

Film w reżyserii Nocalasa Windinga Refna, nagradzany i wyróżniany nominacjami w Cannes, który otrzymał całą masę negatywnych recenzji, a ja wychodząc z kina byłem zwyczajnie oczarowany. Główna bohaterka (grana przez Elle Fanning) trafia do Los Angeles i tam aspiruje, by zostać modelką, ale miasto szybko weryfikuje jej pragnienia i odsłania swoją mroczną stronę. W rolach drugoplanowych między innymi Jena Malone, Christina Hendricks i Keanu Reeves. Zdaję sobie sprawę, że warstwa fabularna Neon Demon nieco kuleje, niemniej jest to dzieło tak fenomenalnie kolorowe, oryginalnie mroczne i kapitalnie ograne, że mnie osobiście hipnotyzuje w nim prawie każdy kadr.

Fragment kadru z filmu "Neon Demon" (2016).
Fragment kadru z filmu „Neon Demon” (2016), wszelkie prawa należą do Amazon Studios, źródło: The Movie Database.

7 – MIDSOMMAR. W BIAŁY DZIEŃ (2019)

Jeden z najgłośniejszych horrorów tego roku, którego akcja rozgrywa się głównie w biały dzień, co bardzo chciał podkreślić polski tłumacz (a może dystrybutor?). Reżyser, Ari Aster, przeszedł już chyba do historii gatunku za sprawą filmu Dziedzictwo. Hereditary (2018). Midsommar również jest horrorem psychologicznym i pokazuje, jak wywoływać strach u widza głównie za pomocą atmosfery. Sama scena otwierająca jest tak niesamowita, że film obejrzałbym ponownie tylko dla niej. W roli opłakującej rodzinną tragedię dziewczyny, która podróżuje na „nietypowy” festiwal do Szwecji, wystąpiła Florence Pugh znana na przykład z Lady M. (2016). To kolejna wspaniała rola w jej wykonaniu i pozycja obowiązkowa dla każdego zmęczonego jump scare’ami miłośnika grozy.

Fragment kadru z filmu "Midsommar. W biały dzień" (2019).
Fragment kadru z filmu „Midsommar. W biały dzień” (2019), wszelkie prawa należą do A24, źródło: The Movie Database.

6 – COŚ (1982)

Kolejny klasyk na liście, choć niezrozumiany w swoich czasach i w Polsce wciąż mało popularny (w Stanach już doczekał się statusu dzieła kultowego). John Carpenter stworzył remake filmu Howarda Hawksa z 1951 roku, który jest znacznie ciekawszy i bardziej przerażający od oryginału. Schemat fabuły jest elegancko prosty – na Antarktydzie rozbija się pojazd kosmiczny z obcą formą życia, która jest w stanie imitować wygląd innych organizmów, oczywiście mordując przy tym na potęgę. Najpierw pozbywa się załogi norweskiej stacji badawczej, a następnie trafia do amerykańskiej placówki, gdzie „coś” mierzy się z MacReadym granym przez Kurta Russella. Muzykę skomponował Ennio Morricone, a zdjęcia wykonał Dean Cundey, operator między innymi Parku Jurajskiego (1993). Należę do grona fanatyków tego filmu, a w tym gronie towarzyszy mi na przykład Quentin Tarantino, który Coś wykorzystał jako podwalinę Nienawistnej ósemki (2015).

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Coś” (1982), wszelkie prawa należą do Universal Pictures.

5 – TO MY (2019)

Póki co drugi najlepszy tytuł z 2019 roku jaki widziałem, w moim rankingu okupujący miejsce tuż za Parasite (2019). Kolejny hit Jordana Peele’a, zawierający w obsadzie między innymi Lupitę Nyong’o, Winstona Duke’a i Elisabeth Moss. Po pierwszym seansie byłem nieco rozczarowany, ale poszedłem do kina po raz kolejny i za drugim podejściem już się zakochałem. Tempo filmu jest z początku nieco ospałe, a sama historia dotyczy rodziny spędzającej wakacje w domku nad morzem. Całość nabiera rozpędu gdy w nocy zjawia się w tym miejscu inna rodzina, która jest łudząco podobna do naszych protagonistów i nie wydaje się mieć zbyt dobrych intencji. Ogrom nawiązań do innych filmów i popkultury w ogóle. Czekam na nominacje do Oscarów. Coś mi mówi, że będą liczne.

Fragment kadru z filmu "To my" (2019).
Fragment kadru z filmu „To my” (2019), wszelkie prawa należą do Universal Pictures, źródło: The Movie Database.

4 – LAMENT (2016)

Pora na nieco „mocniejsze” pozycje. Lament to historia koreańskiego policjanta próbującego rozwiązać zagadkę dziwnej choroby, która trapi okolicznych mieszkańców. Podobnie jak w poprzedniej pozycji, akcja początkowo toczy się niespiesznie, po czym zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, co dzieje się w tej małej społeczności i nagle wydaje się być już zbyt późno na jakikolwiek ratunek (i to zarówno dla bohaterów, jak i widzów). Mrok, mrok, mrok i jeszcze raz mrok. Tylko dla odważnych.

Fragment kadru z filmu "Lament" (2016).
Fragment kadru z filmu „Lament” (2016), wszelkie prawa należą do Twentieth Century Fox Film Corporations.

3 – ZŁO WE MNIE (2015)

Ten tytuł Oza Perkinsa z Emmą Roberts i Kiernan Shipką, umknęła większości widzów, a jest to jeden z najbardziej przerażających horrorów jakie widziałem w życiu. To opowieść o dwóch dziewczynach zostających na ferie zimowe w szkole z internatem, w której zdaje się rezydować jakieś pierwotne zło. Polski tytuł niestety trochę wyjawia główną problematykę utworu – psychologiczne starcie bohaterek z rzeczywistością. Czy zło rzeczywiście zamieszkuje w mrocznym budynku, czy też może jest nieodłącznym elementem ludzkiej duszy, albo wypadkową traumy, samotności i cierpienia? Obejrzyjcie i spróbujcie odpowiedzieć sami.

Fragment kadru z filmu "Zło we mnie" (2015).
Fragment kadru z filmu „Zło we mnie” (2015), wszelkie prawa należą do A24, źródło: The Movie Database.

2 – CZAROWNICA: BAJKA LUDOWA Z NOWEJ ANGLII (2015)

Kolejny film, w którym z pozoru prawie nic się nie dzieje, a po seansie trudno się otrząsnąć z tego co właśnie doświadczyliśmy. W siedemnastowiecznej Nowej Anglii rodzina zostaje wygnana z purytańskiej kolonii. Nowy start zaczynają na farmie nieopodal lasu i w tym upiornym otoczeniu zaczynają powoli popadać w obłęd. W rolach głównych wspaniała Anya Taylor-Joy i znani z Gry o tron (2011-2019) Ralp Ineson i Kate Dickie.

Fragment kadru z filmu "Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii" (2015).
Fragment kadru z filmu „Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii” (2015), wszelkie prawa należą do A24, źródło: The Movie Database.

1 – ODGŁOSY (1977)

Na koniec pozycja nieco lżejsza, żeby nie kończyć zbyt mrocznym akcentem. Odgłosy to kolejny kultowy klasyk, który w Polsce nie jest zbyt popularny. Niedawno w kinach gościł remake tego filmu, który obejrzeć można, ale z oryginałem ma bardzo niewiele wspólnego. Tutaj, podobnie jak w Neon Demon, mamy do czynienia z feerią barw, pulsującą muzyką (w wykonaniu zespołu rockowego Goblin) i hipnotyzującymi kadrami. Jeden z najważniejszych giallo w historii, wyreżyserowany przez Dario Argento, który dla horroru jest postacią taką jak Sergio Leone dla westernu. Trzeba znać!

Fragment kadru z filmu "Odgłosy" (1977).
Fragment kadru z filmu „Odgłosy” (1977), wszelkie prawa należą do Produzioni Atlas Consorziate, źródło: The Movie Database.

10 PORUSZAJĄCYCH FILMÓW NA MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ WALKI Z UBÓSTWEM

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Z tej okazji przygotowałem listę dziesięciu poruszających filmów, w których pojawia się wątek niedostatku. […]

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Z tej okazji przygotowałem listę dziesięciu poruszających filmów, w których pojawia się wątek niedostatku. Obchodzący święto, wraz z Organizacją Narodów Zjednoczonych, co roku apelują o pomoc dla ofiar nędzy na całym świecie. Obejrzenie jednego z poniższych filmów może być dobrym pretekstem do refleksji na ten temat, a być może zachęci nawet kogoś do podjęcia konkretnych działań.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Projekt Floryda” (2017), wszelkie prawa należą do A24.

Lista składa się z moich wyborów, a biorąc pod uwagę ilość filmów, która do tej pory powstała, jestem pewien, że mogły się tu znaleźć również inne dzieła, ale wszystkiego w tej dziesiątce zmieścić się nie da. Być może coś umyślnie pominąłem, o czymś zapomniałem, albo preferowalibyście inne pozycje, więc zachęcam do podawania swoich propozycji w komentarzach. Tytuły ułożyłem w „autorskiej” kolejności, więc numeracja niekoniecznie oddaje moją ocenę i przykładowo nie oznacza, że film z drugiej pozycji jest dziełem ważniejszym od tego z siódmej. Innymi słowy – numeracja nie oznacza, że jest to lista „top 10”.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Gorączka złota” (1925), wszelkie prawa należą do United Artists.

Ubóstwo nie jest modnym tematem w świecie filmów, więc i wybór dziesięciu tytułów o tej tematyce nie był łatwy. Skupiłem się na ostatniej dekadzie, żeby podkreślić sytuacje, z którymi aktualnie mierzą się ludzie na całym świecie, ale na liście nie zabrakło również kilku klasyków. Nie przedłużając, przejdźmy zatem do pozycji dziesiątej.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „W pogoni za szczęściem” (2006), wszelkie prawa należą do Columbia Pictures.

10 – GORĄCZKA ZŁOTA (1925)

Na rozgrzewkę film wyraźnie „lżejszy” od pozostałych. Podobnie jak w wielu dziełach Chaplina, w Gorączce złota pojawia się postać Trampa, dżentelmena-włóczęgi o dobrym sercu i pustych kieszeniach. W zasadzie prawie każdy film z tą postacią mógłby się znaleźć na tej pozycji, ale wybrałem Gorączkę złota, bo chociaż niezbyt poważnie, to porusza ona takie wątki jak głód, choroba czy samotność, a wszystko w mroźnych, górskich klimatach Klondike. Oczywiście, jak na komedię przystało, całość kończy się pozytywnie, a Tramp po raz kolejny staje się synonimem potęgi american dream. Dwie nominacje do Oscara, miejsce na listach najlepszych filmów wszechczasów – jeśli nie wiecie czym jest balet bułeczek, to czas najwyższy się dowiedzieć.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Gorączka złota” (1925), wszelkie prawa należą do United Artists.

9 – SLUMDOG. MILIONER Z ULICY (2008)

Ta pozycja zdobyła aż osiem Oscarów (w kategoriach: film, scenariusz adaptowany, reżyser, zdjęcia, muzyka, montaż, piosenka i dźwięk, a dodatkowo nominowana była jeszcze za montaż dźwięku i inną piosenkę), a także całą masę innych nagród. To historia Jamala Malika, Hindusa wychowanego w slumsach Bombaju, który po osiągnięciu pełnoletniości bierze udział w indyjskiej wersji Milionerów. Chłopak odpowiada dobrze na każde pytanie i zanim trafia do finału zostaje aresztowany przez policję. Wszyscy podejrzewają oszustwo, a Jamal opowiada na przesłuchaniu historię swojego życia w nędzy. Zapewne większość z Was już widziała Slumdoga, ale ten hit Danny’ego Boyle’a jest jednym z tych filmów, do których warto wracać.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Slumdog. Milioner z ulicy” (2008), wszelkie prawa należą do Warner Bros., źródło: The Movie Database.

8 – CO JEST GRANE, DAVIS (2013)

Dzieło braci Coen, które umknęło uwadze wielu widzów i krytyków, a które ja uważam za jedną z ich lepszych pozycji. Nagroda i nominacja w Cannes oraz dwie nominacje do Oscara – to tylko niektóre z wyróżnień zdobytych przez Co jest grane, Davis, który opowiada losy piosenkarza folkowego zmagającego się z problemami finansowymi i bezdomnością na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Melancholia, czarny humor i wiele scen, które chwytają za serce – jeśli ktoś jeszcze nie widział, polecam nadrobić zaległości.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Co jest grane, Davis” (2013), wszelkie prawa należą do CBS Films, źródło: The Movie Database.

7 – PARASITE (2019)

Komedia, dramat, horror, thriller, film kryminalny i katastroficzny – to wszystko i wiele więcej udało się zmieścić w tym koreańskim przeboju, który (przynajmniej do dziś) jest moim ulubionym filmem z bieżącego roku. Trudno o nim pisać unikając spoilerów, więc dodam tylko, że to niesamowita historia ubogiej koreańskiej rodziny, która w nędzy żyć nie chce i zrobi wszystko, aby stan rzeczy zmienić. Ten pierwszy koreański laureat Złotej Palmy w Cannes, pewnymi krokami maszeruje po Oscara. Absolutnie trzeba zobaczyć.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Parasite” (2019), wszelkie prawa należą do CJ Entertainment, źródło: The Movie Database.

6 – BEASTS OF NO NATION (2015)

Zbliżamy się do połowy listy, więc i ton kolejnych filmów będzie się powoli zmieniał na coraz bardziej ponury. W tym mamy do czynienia z wojną, która sprawia, że już żyjący w nędzy ludzie, pogrążają się w niej jeszcze bardziej. Całość opowiedziana jest z perspektywy, Agu, chłopca z małej afrykańskiej wioski, którego rodzina zostaje wymordowana przez okrutnych partyzantów. Agu udaje się uciec, ale wkrótce trafia w ręce oprawców swojej rodziny i zostaje wcielony w ich szeregi. Twórcy czerpali inspiracje z wydarzeń wojny domowej w Sierra Leone, która trwała prawie 11 lat. W Afryce do dziś tego typu historie dzieci-żołnierzy powtarzają się pośród głodu, nędzy i chorób. Nagradzany i nominowany na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, Beast of No Nation pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Beasts of No Nation” (2015), wszelkie prawa należą do Netflix.

5 – W POGONI ZA SZCZĘŚCIEM (2006)

Oparta na faktach opowieść o życiu Chrisa Gardnera, który szukając tytułowego szczęścia zmaga się z problemami. Jest inteligentny, pracowity i utalentowany, ale brak pieniędzy, problemy rodzinne i ustawiczny pech sprawiają, że wraz z kilkuletnim synkiem tuła się po schroniskach. W roli ojca i syna Will i Jaden Smith – ojciec i syn w rzeczywistości. Pomimo trudnej tematyki, film ma pozytywne przesłanie i świetnie nada się na rodzinny seans, na przykład w niedzielne popołudnie.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „W pogoni za szczęściem” (2006), wszelkie prawa należą do Columbia Pictures.

4 – PROJEKT FLORYDA (2017)

Był ojciec z synem, to teraz pora na matkę z córką. Twórcą tego nominowanego do Oscara dzieła jest Sean Baker znany szerzej z Mandarynki (2015). Tym razem budżet na film pozwolił na więcej niż kręcenie iPhone’em i otrzymaliśmy poruszającą historię ubogich, młodych ludzi żyjących w tanim motelu nieopodal Walt Disney World. Piękne kadry, jeszcze piękniejsze kolory i kapitalna gra aktorska. Film otrzymał tylko jedną nominację do Oscara (dla Willema Defoe) i widziało go stosunkowo mało osób, a naprawdę warto.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Projekt Floryda” (2017), wszelkie prawa należą do A24.

3 – JA, DANIEL BLAKE (2016)

Kolejny zdobywca Złotej Palmy na liście to krótka, ale absolutnie ujmująca opowieść o starszym człowieku walczącym z system opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii, który na swojej drodze trafia na samotną matkę i decyduje się jej pomóc. Sama scena w banku żywności jest całkowicie wstrząsającym doświadczeniem, dla którego warto zobaczyć tę pozycję.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Ja, Daniel Blake” (2016), wszelkie prawa należą do Entertainment One, źródło: The Movie Database.

2 – KAFARNAUM (2018)

Nominacja do Oscara, nagrody i nominacje w Cannes – na ekranach w Polsce przez krótką chwilę gościł film Kafarnaum, ale co to była za chwila! To historia dwunastoletniego chłopca, który pozywa swoich rodziców za zaniedbanie. Z retrospekcji wyłania się przerażający obraz dziecka zmagającego się z przemocą, niechęcią i głodem, a kiedy następuje zwrot w akcji i główny bohater sam musi zaopiekować się małym dzieckiem, to wręcz można zapomnieć o zeznaniach w sali sądowej i kompletnie zatracić się w ściskających serca i gardła emocjach.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Kafarnaum” (2018), wszelkie prawa należą do Sony Pictures Classics, źródło: The Movie Database.

1 – NOCNY KOWBOJ (1969)

Na koniec chyba mój ulubiony film z tej listy, zdecydowany klasyk w reżyserii Johna Schlesingera, z Jonem Voightem i Dustinem Hoffmanem w rolach głównych. Został nagrodzony trzema Oscarami, w tym za najlepszy film i wyróżniony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Opowiada losy Joego Bucka, młodego chłopaka z Teksasu, który ubiera się jak kowboj i pewnego dnia postanawia rzucić swoją pracę i rozpocząć „karierę” dobrze opłacanego żigolo w Nowym Jorku. Na miejscu okazuje się, że to nie jest tak proste, jak naszemu bohaterowi się wydawało i obserwujemy pogarszającą się z dnia na dzień sytuację Bucka. Niebawem Joe zaprzyjaźnia się z lokalnym złodziejaszkiem i oboje przeżywają niedolę, marząc o lepszym życiu. Niesamowity dramat, który mnie prawie doprowadził do łez. Traktuje o nędzy, prostytucji, narkotykach, bezdomności, głodzie, ale chyba przede wszystkim – o przyjaźni, a wiadomo przecież, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Nocny kowboj” (1969), wszelkie prawa należą do United Artists, źródło: The Movie Database.

PATRONITE, CZYLI JAK MOŻECIE POMÓC W ROZWOJU BLOGA

Od 24 września mój blog można wspierać przez Patronite. W niniejszym artykule postaram się przybliżyć czym jest ten serwis, dlaczego dołączyłem do jego grona autorów i jak Wy, Drodzy Czytelnicy, możecie mi dzięki Patronite pomóc w prowadzeniu bloga. […]

Od 24 września mój blog można wspierać przez Patronite. W niniejszym artykule postaram się przybliżyć czym jest ten serwis, dlaczego dołączyłem do jego grona autorów i jak Wy, Drodzy Czytelnicy, możecie mi dzięki Patronite pomóc w prowadzeniu bloga.

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite, wszelkie prawa zastrzeżone.

Zacznijmy od tego czym w ogóle jest Patronite. Otóż jest to serwis crowdfundingowy, czyli promujący finansowanie społecznościowe. Brzmi może nieco groźnie, ale działa na bardzo prostej zasadzie – autor treści (na przykład bloger, albo streamer) rejestruje się i po otrzymaniu akceptacji profilu, każdy może go wesprzeć finansowo. Twórcy serwisu starają się by autorzy prezentowali możliwie wysoki poziom jakościowy, więc przyjęcie do tego grona traktuję jako kolejny mały sukces bloga. Patronite jest przyjazny w obsłudze, atrakcyjny graficznie i bardzo dobrze przemyślany jeśli chodzi o jego funkcjonalności. Wśród jego użytkowników znaleźć można tak znane nazwiska jak na przykład Tomasz Sekielski, Krzysztof Gonciarz, Adam Szustak, Katarzyna Czajka-Kominiarczuk czy Marcin Łukański.

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite, wszelkie prawa zastrzeżone.

Profil w serwisie zdecydowałem się założyć już teraz, ponieważ chcę dać moim czytelnikom możliwość wsparcia bloga na różne sposoby i (prawie) od samego początku jego istnienia. Jak pisałem już wcześniej, każde polubienie, udostępnienie, komentarz i tak dalej, zbliża mnie do celu jakim jest dalsze rozwijanie moich pasji. Zakładając blog w obecnej formie, założyłem sobie, że nie będę go promował poprzez spamowanie, nie będę na nim zarabiał poprzez denerwujące reklamy i postaram się go prowadzić możliwie jak najbardziej profesjonalnie. Stąd też pomysł na udostępnienie możliwości wsparcia finansowego – profesjonalizm niestety kosztuje. Przykładowo samo utrzymanie bloga przez rok (domena, hosting, szablon, skrzynka mailowa i tym podobne) kosztuje około 695 złotych.

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite, wszelkie prawa zastrzeżone.

Jeszcze bardziej od spamu nie lubię „żebractwa”, więc bardzo mi zależy, żebyście tego nie odebrali w ten sposób. Nikogo do niczego nie namawiam i nikogo o nic nawet nie proszę, ale za każdy (nawet nie wiążący się z pieniędzmi) sposób pomocy jestem Wam ogromnie wdzięczny i każda taka pomoc jest dla mnie niesamowitym źródłem motywacji do dalszej pracy. Jeśli chcielibyście wspomóc moją działalność finansowo, to patronem możecie zostać już od symbolicznych trzech złotych miesięcznie, a za większe kwoty można w zamian dostać coś więcej niż tylko podziękowania. Wszystkie „progi” wsparcia i „nagrody” w zamian, znajdziecie na moim profilu Patronite (wystarczy kliknąć w banner po lewej stronie, pod ikonami moich mediów społecznościowych).

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite, wszelkie prawa zastrzeżone.

W serwisie możecie też sprawdzić na co aktualnie zbieram środki. Jestem zwolennikiem transparentności i zamierzam moim patronom udowadniać, że ich środki zostały wydane zgodnie z celem. Oczywiście może się zdarzyć, że na przykład będę zbierał na grę do zrecenzowania, a dostanę ją od kogoś innego w prezencie – w takiej sytuacji cel będzie zaktualizowany, ale zebrane środki wydam w każdym przypadku na coś związanego z działalnością bloga. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami zrealizujemy działania, które bez Waszej pomocy nie byłyby możliwe. danieljaszcz.blog nigdy nie będzie produktem komercyjnym. Chcę się tu dzielić z Wami moją wiedzą i moimi opiniami, a w Patronite upatruję sposobu na utrzymanie dynamicznego rozwoju tego projektu. Czuję, że razem stworzymy coś wyjątkowego.

Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite.
Fragment zrzutu ekranu ze strony internetowej Patronite, wszelkie prawa zastrzeżone.

ZACZNIJMY OD KOŃCA, CZYLI MAKING OF BLOGA

Wiosną 2017 roku byłem już całkiem pewien, że w październiku zostanę studentem filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach. Po latach czytania i pisania różnych tekstów na temat audiowizualnej kultury i rozrywki (z których większość trafiła do „szuflady”), podjąłem decyzję o założeniu bloga, który mógłby być moją wizytówką w sieci, miejscem do publikacji moich tekstów i powolnego promowania swojego nazwiska w branży. Pomyślałem, że robiąc to na tak wczesnym etapie studiów, pewnie przegonię w tym moje koleżanki i moich kolegów. Pewnie by i tak było, gdyby nie fakt, że kiedy coś robię, to lubię się do tego przyłożyć. W ten sposób rozpocząłem proces, który okazał się być długi, męczący i kosztowny, a swój finał znalazł dopiero dziś, 15 sierpnia 2019 roku. W niniejszym wpisie inauguracyjnym postaram się nieco przybliżyć proces powstawania bloga. […]

Wiosną 2017 roku byłem już całkiem pewien, że w październiku zostanę studentem filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach. Po latach czytania i pisania różnych tekstów na temat audiowizualnej kultury i rozrywki (z których większość trafiła do „szuflady”), podjąłem decyzję o założeniu bloga, który mógłby być moją wizytówką w sieci, miejscem do publikacji moich tekstów i powolnego promowania swojego nazwiska w branży. Pomyślałem, że robiąc to na tak wczesnym etapie studiów, pewnie przegonię w tym moje koleżanki i moich kolegów. Pewnie by i tak było, gdyby nie fakt, że kiedy coś robię, to lubię się do tego przyłożyć. W ten sposób rozpocząłem proces, który okazał się być długi, męczący i kosztowny, a swój finał znalazł dopiero dziś, 15 sierpnia 2019 roku. W niniejszym wpisie inauguracyjnym postaram się nieco przybliżyć proces powstawania bloga.

SESJA PRZED PIERWSZĄ SESJĄ

Uznałem, że zanim bloga założę, postaram się o profesjonalne zdjęcia swojej osoby. Na udzielenie mi pomocy udało się namówić fotografkę, która była moim pierwszym wyborem, Sylwię Łęcką. Tą wspaniałą artystkę poznałem wiele lat temu i całe szczęście, bo sesja zdjęciowa wykonana przez kogoś, kto wielokrotnie publikował zdjęcia w prasie (w tym między innymi w tak legendarnym piśmie jak „Playboy”), była swego rodzaju zaszczytem. Dodam jeszcze, że w drobnych poprawkach przed korektą cyfrową, pomogła rewelacyjna makijażystka, którą znam chyba równie długo co Sylwię, ale którą dodatkowo gdzieś między pierwszym spotkaniem, a tą sesją, namówiłem również, by została moją żoną. Taki poziom profesjonalizmu sprawił, że sesji nie zepsuła ani moja aparycja, ani brak doświadczenia w modelingu. Kilka efektów tej pracy możecie obejrzeć na stronie O sobie, nieco dłużej i kontakt. Mnie pozostaje natomiast dziękować i polecić Wam komercyjną współpracę zarówno z Anią, jak i z Sylwią.

PIERWSZA PRÓBA I NIEPOWODZENIE

Kolejnym krokiem było podjęcie decyzji o tym, jak będzie się blog nazywał i jak go stworzyć od strony, nazwijmy to, technicznej. Pierwszy zamysł był taki, aby blog miał możliwie neutralną nazwę związaną z jego tematyką. Taki wybór sprawiłby, że blog byłby „otwarty” dla ewentualnych współautorów i był czymś więcej niż tylko blogiem osobistym. Pozwolę sobie nie wymieniać tutaj nazw, nad którymi myślałem, a napiszę tylko, że dwie różne domeny zarejestrowałem idąc za tym pomysłem (pierwsza była darmowa przez jakiś czas, za drugą zapłaciłem niewielką kwotę). Drugą z tych domen zarejestrowałem przez komercyjną wersję WordPressa, którą uznałem za najlepszą metodę prowadzenia bloga ze względu na sporą prostotę obsługi, mnogość szablonów i domenę .blog, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Wybrałem jeden z bezpłatnych szablonów, opublikowałem pierwszy wpis i… w zasadzie na tym skończyła się moja praca. Prosty, darmowy szablon nie pozwalał na zbyt wiele, nie miałem pomysłu na to jak graficznie można byłoby wzbogacić bloga, a ilość niezbędnej pracy okazała się zbyt duża w perspektywie codziennej pracy, studiowania i pozostałych zajęć. Po roku domena wygasła, a ja zdecydowałem o podjęciu próby jeszcze raz, po uprzednim doinwestowaniu w projekt.

DRUGA PRÓBA…

Od początku bieżącego roku powoli pracowałem nad blogiem. Zmieniłem koncept i postanowiłem, że będzie to blog osobisty, na którym będę publikował tylko ja, ewentualnie ktoś inny gościnnie. Zdecydowałem się też poprosić o pomoc w tworzeniu oprawy wizualnej kogoś, kto zna się na rzeczy, bo ja w tej kwestii posiadam jedynie podstawowe umiejętności. Znalezienie odpowiedniej osoby było poważnym wyzwaniem. Bardzo nie lubię szukać tego typu współpracy „w ciemno”, więc zacząłem wypytywać znajomych, ale chętnych nie znalazłem. Dopiero w czerwcu, użalając się nad moim losem kolejnej znajomej, Majce Jankowskiej, dowiedziałem się o kimś, kto miałby odpowiednie umiejętności i chciałby za odpowiednią opłatą pomóc mi z warstwą wizualną bloga. Majka poznała nas ze sobą i z drobnymi przerwami, pracowałem wraz z Bartkiem Żuberem (odnośnik do jego profilu na Instagramie znajdziecie również w lewym dolnym rogu) nad grafikami na bloga aż do dziesiątego dnia sierpnia, a efekty tej współpracy możecie zobaczyć dookoła. W tym miejscu czas na kolejną reklamę dwójki wspaniałych ludzi. Majka, specjalistka nie tylko od filmów, ale i prawa, zgodziła się pomóc mi w kwestii praw autorskich. Bartek natomiast jest bardzo zdolnym artystą, z którym współpraca była czystą przyjemnością – grafiki powstawały w terminie, a Bartek był bardzo otwarty na wszelkiego rodzaju sugestie i pomysły. Nie wiem czego więcej można oczekiwać od grafika. Również dziękuję i również polecam każdej zainteresowanej współpracą osobie.

…I (MAM NADZIEJĘ) SUKCES

Nie przeciągając już więcej, dodam jeszcze, że pewien etap, który znacznie się przeciągnął, udało mi się tym wpisem zamknąć. Ze swojej strony na pewno dołożę wszelkich starań, by nie powtórzyć porażki pierwszej próby. Mam jednak przeczucie, że tym razem będzie inaczej. Parafrazując klasyka – myślę, że to początek przepięknej przygody.

Fragment kadru z filmu „Casablanca” (1942), wszelkie prawa należą do Warner Bros., źródło: IMDb.